Find the latest bookmaker offers available across all uk gambling sites www.bets.zone Read the reviews and compare sites to quickly discover the perfect account for you.
Home / Nowości / Z boiska / A miało być tak pięknie…

A miało być tak pięknie…

Arsenal po kiepskim meczu przegrał 2-3 z greckim Olympiakosem Pireus i grupa z której miał wyjść bez większych trudów obok Bayernu Monachium zaczyna być powoli dla Kanonierów grupą śmierci.

Po przegranej przed dwoma tygodniami z dużo niżej notowanym Dinamo Zagrzeb angielskie media zaczęły bić na alarm i przedstawiać mecz z Olympiakosem jako kluczowy dla dalszych losów Arsenalu w grupie F. Wobec siły rażenia jaką dysponuje Bayern Monachium oczywiste było że każdy punkt zdobyty nad dwoma nie ma co ukrywać słabszymi rywalami będą na wagę złota. Niestety kanonierzy chyba nie wzięli sobie tego do serca…

Arsene Wenger ku zdziwieniu fanów posadził na ławce między innymi Cecha oraz Ramseya i postawił na skład: Ospina, Bellerin, Gabriel, Koscielny, Gibbs, Coquelin, Cazorla, Ozil, Oxlade-Chamberlain, Walcott, Sanchez. Po drugiej stronie boiska stanęli: Roberto, Elabdellaoui, Botia, Siovas, Salino, Pardo, Kasami, Cambiasso, Seba, Fortounis, Ideye.

Pierwsza połowa rozpoczęła się od przewagi Arsenalu który przez dużo większy okres czasu przetrzymywał piłkę, stwarzając sobie również bramkowe sytuacje, jednak ani Sanchez ani Walcott nie byli w stanie zamienić ich na gola. Po drugiej stronie za to śmiało poczynał sobie Fortunis który raz po raz nękał dobrymi zagraniami obronę Kanonierów.

Dość niespodziewanie w 33 minucie to właśnie świetne zagranie wspomnianego Fortunisa do Pardo otworzyło wynik spotkania. Grecy nie cieszyli się jednak długo z prowdzenia, bo już 2 minuty później Theo Walcott pokonał Roberto przy asyście Alexisa Sancheza.

W raz z mijaniem kolejnych minut wydawało się że pierwsza połowa zakończy się remisem, ale w 40 minucie „bohaterem” meczu postanowił zostać Ospina i w tylko samemu sobie wiadomy sposób wepchnął piłkę do własnej bramki po kolejnym kornerze dla gości. Wynik do przerwy nie uległ już zmianie i Wenger miał niezły orzech do zgryzienia przed drugą połową.

Po przerwie nie wiele jednak się zmieniło. W 57 Koscielny doznał urazu i zasygnalizował potrzebę zmiany. W jego miejsce wszedł Mertesacker który już chwilę później mógł wyrównać wynik spotkania, jednak świetną obroną popisał się Roberto.

W 60 minucie Wenger wpuścił na boisko Ramseya w miejsce Coquelina i ta zmiana ewidetnie rozruszała ofensywę gospodarzy czego owocem była dwójkowa akcja Walcotta i Sancheza w 65 minucie zakończona bramką tego drugiego. Gdy wydawało się że wreszcie szczęście się odwróci przyszedł niespodziewany cios. Już 2 minuty po golu Alexisa Ospina musiał wyciągać po raz 3 piłkę z siatki, na co niebagatelny wpływ miała fatalna postawa obrony.

Kanonierzy do końca meczu próbowali odwrócić losy spotkania poprzez niezłe ataki ze strony Ozila, Sancheza Walcotta czy Ramseya, jednak mądra i ofiarna gra w obronie sprawiły że Grecy wywieźli z angielskiej ziemi 3 bardzo cenne punkty.

Winnych porażki można by wskazywać palcami. Fatalna gra defensywna, brak pomysłu na sforsowanie obrony Olympiakosu czy też niespodziewany pierwszy skład który sprawiał wrażenie jakby Wenger zlekceważył rywala i powagę spotkania. Jednak to wszystko nie jest już ważne bo żeby wyjść do fazy pucharowej potrzebne będzie pełne zjednoczenie i ciężka praca.

Po losowaniu grupy F wydawało się że Arsenal mimo współdzielenia grupy z Bayernem dosyć łatwo wyjdzie z grupy, bo Dynamo ani Olympiakos mimo swojej historii nie są drużynami tej klasy. Tymczasem po 2 kolejkach Kanonierzy tracą 6 niesamowicie cennych punktów. Mimo dobrych chęci ciężko wierzyć że z taką formą podopieczni Wengera będą stanowić jakąkolwiek przeszkodzę dla rozpędzonych ostatnio bawarczyków z niesamowitym Robertem Lewandowskim na czele. W związku z tym bardzo prawdopodobne że ta z pozoru łatwa grupa zamieni się w grupę śmierci, w której Arsenal będzie musiał wznieść się na wyżyny by wyprzedzić swoich dwóch ostatnich katów i wyjść z grupy.

Chyba jakiś zły wirus trawi angielską piłkę która powoli staje się pośmiewiskiem Europy. Trzecia drużyna tego sezonu Premier League przegrywa 2 kolejne mecze z średniakami, zeszłoroczny mistrz ulega FC Porto, a 2 tygodnie temu United oraz City nie dają rady PSV oraz Juventusowi. Czy to znaczy że Liga Angielska jest tak słaba czy europejsy średniacy tak bardzo podnieśli swój poziom?

O Marek Misztal

Owner

Zobacz również

Transmisja: Arsenal vs Chelsea

Serdecznie zapraszamy do transmisji. Transmisja rozpocznie się 03 grudzień 2018 o godzinie 20:45 Transmisja w ...

13 komentarzy

  1. Ospina według mnie puszczał straszne szmaty, a obrony praktycznie nie było.

    • Wedlug mnie to zagralismy najbardziej naiwny mecz odkad ogladam Arsenal. Gdzie doswiadczenie Mertesackera przy 3 bramce ? Podobno wygral Mistrzostwo Swiata w 2014… Ogolnie obrona zagrala na poziomie przedszkola. A Theo to chyba za strzal w 10ke wybral sobie bramkarza, nawet przy bramce go trafil. Powiem po angielsku „SHAMBLES” 🙁

      • Cóż, osobiście mam wrażenie że ten mecz mógł zostać przegrany już przy podawaniu wyjściowej 11ki. To cud że Arsene Wenger po tylu latach tłumaczenia się z mniejszych lub większych porażek jest jeszcze trenerem Arsenalu. Czyżby brak większych aspiracji ze strony zarządu? Inna sprawa że angielskie drużny w tym sezonie wypadają po prostu tragicznie. Wydaje nam się co tydzień że oglądamy na prawdę zawodników na najwyższym poziomie ale tegoroczna Liga Mistrzów brutalnie to weryfikuje. Liga Hiszpańska już dawno prześcignęła Premier League pod względem europejskich pucharów.

  2. Aha i mam jeszcze pytanie, jest jakikolwiek kontakt z redakcja ?

  3. Mam mieszane uczucia co do tego meczu. Mielismy dosyc spore posiadanie i widac ze sie starali. Chcialem zeby Wenger przegral bolesnie raz aby zaczal cos myslec ale nie w takich rozgrywkach.

Dodaj komentarz

albo